+48 694 468 182 info@trikke.pl
Jak powstał Trikke?

Gildo Beleski, projektant pojazdów zygzakujących Trikke, o tym, jak je stworzył.

Pod koniec lat 80. w Brazylii próbowałem deskorolek i wrotek. Ruch slalomowy był jak magia. Igranie z grawitacją dawało mi cudowne uczucie jak żadne inne. Ale… zdałem sobie sprawę: w każdej chwili mogę stracić równowagę lub mieć trudności z zatrzymaniem. Upadki i zderzenia – nie podobała mi się ta część. Przez całe życie jeździłem na rowerach i wiedziałem, że nie potrafię zygzakować, siedząc z ramą między nogami. Poza tym samo siedzenie zawsze było upierdliwe. I powtarzalne kręcenie pedałami i ten łańcuch… o rany!.

Pomyślałem o stworzeniu czegoś prostego do utrzymania równowagi i swobodnego zatrzymywania się – deskorolki z kierownicą i hamulcami jak rower.

Chciałem swobody poruszania nogami i przenoszenia ciężaru tak jak w przypadku jazdy na rolkach.
Wyobrażałem sobie, że moje dzieło ma trzy koła, które gwarantują równowagę, ale z przegubową ramą umożliwiającą pochylenie lub zygzakowanie, jednocześnie utrzymując wszystkie trzy koła na ziemi w dowolnym momencie. Pojazd, na którym aktywnie jeździsz, z ciałem funkcjonującym jako część ramy, jak cyborg. Następnie marzyłem o platformach jak na deskorolce, a nie o pedałach, jakie ma rower, czy butach jak narty. Pojazd do bezpiecznego zjeżdżania z górki.

Pierwszy prototyp jeździł imponująco dobrze,

był stabilny i łatwy w prowadzeniu, ale kółka do deskorolki bez dobrej nawierzchni okazały się bardzo ograniczone. Nie trwało długo, zanim zamieniłem te małe koła na większe opony pneumatyczne.
Po wielu zjazdach z wykorzystaniem siły grawitacji zaryzykowałem jazdę na płaskim terenie, odpychając ruchami slalomowymi kierownicę, tak jakby płynąc, tak jak czasami robisz to na rowerze gdy jedziesz zygzakiem.

Co za odkrycie!

Tak narodził się pojazd napędzany ciałem – Trikke. Byłem w stanie utrzymać pęd do przodu bez dotykania ziemi. Szybko eksperymentowałem ze zmianami geometrii ramy i kół, dodałem funkcje poprawiające napęd platform oraz przenoszenie energii i ruchu z kierowcy, poprzez ramę, na drogę.
Jednocześnie musiałem nauczyć się jeździć na moim nowym wynalazku. Pracowałem nad swoją techniką i z każdą jazdą starałem się poprawić swoją wydajność. Kocham sport i wysiłek – i to odegrało kluczową rolę w rozwoju Trikke.

Zrobiłem niezliczone przejazdy, zbudowałem wiele prototypów, ale miałem też kilka upadków i awarii.

Po dwóch latach wspinaliśmy się z przyjaciółmi na wzgórza i jeździliśmy na 30-milowe przejażdżki. Prototypy nie miały dobrych elementów. Brakowało lepszych kół, opon, łożysk, hamulców – w zasadzie lepszych podzespołów i lżejszej ramy. Wciąż było dużo miejsca na poprawę ergonomii i wydajności.
Potem czasy się zmieniły i musiałem skupić się na pracy i zarabianiu pieniędzy. Pracowałem w branży motoryzacyjnej i założyłem własną firmę zajmującą się serwisowaniem samochodów z wyższej półki. Ścigałem się też samochodami dla przyjemności i dowiedziałem się więcej o samych osiągach i znaczeniu dobrego prowadzenia.
Mój biznes przywiódł mnie do Stanów Zjednoczonych na kilka pokazów samochodowych i podczas jednej wystawy przyjaciel zabrał mnie do South Beach w Miami. Byłem zahipnotyzowany, widząc tak wielu ludzi jeżdżących na rolkach, deskorolkach i rowerach. Rekreacja na kółkach! Od razu dostrzegłem potencjał Trikke.
To wszystko wydarzyło się w momencie przełomowym w moim życiu i po kilku duchowych poszukiwaniach postanowiłem robić to, co kocham i co sprawi, że będę najszczęśliwszy: projektować, rozwijać i jeździć na Trikke jako przedsiębiorca w Ameryce.
W 1999 roku złożyłem wniosek o patent na ulepszony projekt trójkołowego pojazdu w Urzędzie Patentowym Stanów Zjednoczonych. W 2000 roku założyłem Trikke Tech, Inc. w południowej Kalifornii – wysłałem tu 100 ram z Brazylii i zmontowałem je w moim garażu (z lepszymi komponentami, które kupiłem u dystrybutorów części rowerowych w USA). Te modele były już ogromnym krokiem naprzód w zakresie wydajności. Wyszedłem na ulice i zacząłem demonstrować moje Trikke, rozmawiać z ludźmi i nawiązywać przyjaźnie.

Reszta jest historią…